
Opuszczony dom.
To jeden z tych domów który nie został zniszczony i zagrzebany pod ziemią. To dowód na to, że w 1986 roku stała się tu wielka ludzka tragedia. Dla wielu ludzi spoza strefy, naukowców, historyków czy nawet polityków strefa to miejsce podejrzane. Niektórzy nawet uważają, że wybuch 4-tego reaktora był prowokacją na zdobycie dodatkowych pieniędzy dla ZSRR. Nie ma nad czym się tu zastanawiać, ja wiem swoje. To miejsce jest dowodem na to jak kilka osób może mieć wpływ na historię. Ktoś się rodzi i już na jego dłoniach zapisane są wydarzenia, nieświadomie robi wszystko by wypełnić historię. Dziś są czasy kiedy mówi się o tym więcej.
W 1986 roku w wyniku błędów moich byłych przełożonych doszło do strasznej katastrofy. Następnego dnia wkroczyłem do akcji. Podjęto decyzję o ewakuacji pięknego miasta Prypeć z jej 50-cio tysięczną społecznością. Pamiętam tamte chwile bardzo ostro. Był to spokojny wieczór, właśnie miałem szkolenie na temat powłok przeciwchemicznych. Temat bardzo ważny. W sali wykładowej było nas kilku, więcej osób być nie mogło. Byliśmy tajną grupą szkoloną przez w Школа радіації в Києві (Radiacyjna szkoła w Kijowie). Oficjalnie nigdzie nie widniała tabliczka z nazwą szkoły. Budynek mieścił się na wąskiej uliczne niedaleko centrum miasta. W budynku mieściła się administracja państwowa, a do szkoły wchodziło się od podwórka. Podczas zajęć pokazywano nam filmy i slajdy z miejsc gdzie było zagrożenie chemiczne i radiacyjne. Wśród kilkunastu osób i kilku lat nauki, pozostała tylko grupka najlepszych ludzi. Dziś z tej 7 osobowej grupki, trzy osoby pracują w zonie. Czwartą osoba jestem ja, trzy osoby nie żyją. Były to wesołe chłopaki. Radiacja zjadła ich słabe organizmy.
Zajęcia trwały zawsze od rana do wieczora. Tuż po zakończeniu wykładów prowadzonych przez naukowców, lekarzy i wojskowych autobus odwoził nas do akademika na południu miasta. Tak wyglądał nasz każdy dzień. Szkoła, akademik. W Niedzielę spacer po Kijowie. Nie mieliśmy do kogo jechać, wracać. Byliśmy opuszczeni jak domy w zonie. Nikt z nas nie widział co nas czeka, aż do tamtego ciepłego kwietniowego dnia. Kończyły się zajęcia, wróciliśmy do akademika. Każdy z nas miał wspólny pokój. Pokoje znajdowały się na 8 piętrze akademika, inni studenci myśleli, że studiujemy chemię, może biologię. Nie było nawet czasu na integrację. W naszym pokoju na ścianie wisiał mały biały głośnik. Czasem grała z niego muzyka, czasem szumiał. Zmęczony i najedzony leżałem na łóżku. Obok mnie Anton, zdolny i miły kolega. Przyjechał do Kijowa ze wsi pod Charkowem. Trzymamy się razem od początków studiów. Kto by pomyślał, że los miał dla niego inne zdania jak ratowanie ludzi i ziemi. Czytałem książkę, oczy stawały się z minuty na minute co raz to ciężże. Zasnąłem.
Następnego dnia znowu szkoła, ale w soboty mieliśmy zawsze ćwiczenia ruchowe w sali gimnastycznej kijowskiego Dynama. Zawsze to było miło zasypiać z myślą, że będzie można pobiegać i pograć w piłkę. Przed oczami miałem wielką łąkę, słońce które powoli przemieszczało się na zachód. Czułem ciepłą rękę na moim czole…patrzyłem i parzyłem. To moja Matka. Najukochańsza i zawsze z uśmiechem na twarzy. Czuję jak odpływam w tej matczynej miłości. Ona patrzy na mnie i gestem ręki wykonuje długi łuk. Nagle słońce zachodzi, a w jego miejsc wchodzi dziwnie przerażający księżyc. Moja Matka pokazała na niego palcem i powiedziała: kocham Cię synu. Wtedy całą łąka została przecięta ostrym dźwiękiem. Poczułem jak moje ciało całe drży, sen zaczynał przemieniać się w kolejny koszmarny obraz. Otworzyłem oczy, nade mną stał Anton. Pokazywał placem na głośnik z którego wydobywał się pulsujący dźwięk z wiadomością: Внимание! Внимание! Заказ на 9! Внимание! … * szok, obudziłem się nagle, dwadzieścia cztery sekundy potem zakładałem już strój rynsztunkowy.
Moje myśli wariowały. Rozkaz numer 9. Pod tą nic nie mówiącą nazwą kryła się sprawa najwyższej sprawy. Rozkaz numer 10 to najczarniejsza rzecz…atomowy atak wroga. Dlatego zadawałem sobie pytania, czym jest ta dziewiątka? Podczas każdego alarmu trzeba było postępować tak samo według jasno przedstawionego i wyuczonego klucza. Po pierwsze w stroju, który tak naprawdę był pewnego rodzaju mundurem musiałem razem z moimi kolegami udać się jak najszybciej do garażu który znajdował się pod akademikiem. Był to samochód do transportu ludzi. Każdy z nas podczas alarmu miał już wyznaczone zadania. Ja siedziałem gdzieś z tyłu i patrzyłem na zegarek. Była 4-ta w nocy. Kijów śpiący, ciemny i nieświadomy tak jak my. Czuliśmy, że to nie ćwiczenia, czuliśmy, że teraz jest nasz czas, że nie ma żartów.
- Chłopaki co się dzieje? Znów ćwiczenia? – zapytał nieśmiało Anton
Chłopaki razem ze mną nie powiedzieliśmy ani słowa. Wydawało się, że trzeba zachować czujność i trzeźwość umysłu. Zapomniałem już o mojej nieżyjącej Matce w moim śnie, o tym, że miałem lekko za małe buty. Teraz liczył się rozkaz numer 9. Mieliśmy około 5 minut szybkiej jazdy do gmachu dowództwa wojskowego. Patrzyłem na Kijów, miasto które było sercem tego regionu. Setki ludzi nie spało, w oknach jakieś światła. Wtem dojechaliśmy do dowództwa. Pod budynkiem stało już kilka samochodów z których wychodzili wojskowi i lekarze. Pytania, pytania i pytanie w mojej głowie. Odpowiedzi ani jednej. Samochód zatrzymał się przed parkanem i wysiedliśmy. Kiedy następuje alarm musimy wejść do budynku i zająć miejsce w specjalnej sali. Dosłownie chwilę po tym jak usiedliśmy wszedł jakiś facet po 40-stce, miał na sobie mundur. Na nim jakiś gwiazdki, odznaki, emblematy. Stanął do nas tyłem, patrzył na mapę Kijowa i okolic. Odwrócił się, patrzył na nas. Miałem wrażenie, że patrząc na nas chciał nam powiedzieć coś czego bał się powiedzieć, jak by stało się coś czego jeszcze nigdy nie przeżył, a to się właśnie działo, a on jest tego nieodłączną częścią.
- Witajcie nazywam się Władimir Pawlowicz. Jestem dowódcą PGP (Pomiarowa Grupa Przeciwradiacyjna) do której właśnie należycie. Dostaliśmy informację, że w 4-tym bloku Elektrowni Atomowej w Czarnobylu wybuchł pożar. Oprócz straży pożarnej która jest już na miejscu i ta która właśnie wyrusza z Kijowa…
Pawlowicz zatrzymał swoje słowa, wstrzymał oddech, spojrzał nam prosto w oczy, z jakimś wielkim trudem w końcu powiedział to co miał nam do przekazania. Wszystko miało być oficjalne, suche i zdecydowane.
- Nie będę owijał w bawełnę. Na dole zbiera się ekipa radiacyjna. Na trzecim piętrze dostaniecie wyposażenie. Za 10 minut macie wyjechać. Każdy z was dostanie także kopertę z wyznaczonymi zadaniami.
Dowódca odwrócił się i zaczął wychodzić z pomieszczenia. Chyba w drzwiach powiedział: Бог с тобой друзья (Bog s taboj druzija)**, ale może mi się wydawało. W głowie myśli, obrazy i chyba spokój. Pożar to nic złego, strasznego i ciężkiego do opanowania. Pewnie chłopaki ze straży już uporały się z problemem. Robota będzie prosta. Zbadać czy reaktor jest w porządku, że wszędzie jest czysto. Wszystko wydawało się takie poważne, bo nigdy ten głośnik nie wzywał do żadnych działań. Poprawił mi się humor, chłopakom też. Chwilę później jechaliśmy do Czarnobyla. Nigdy tam nie byłem. Elektrownia mieści się 10 kilometrów za Czarnobylem, ale to właśnie ta nazwa najbardziej się kojarzy z tą nową elektrownią.
*) Внимание! Внимание! Заказ на 9! Внимание! … – Uwaga! Uwaga! Rozkaz 9! Uwaga! …
**) Бог с тобой друзья – Bóg z wami przyjaciele